|
|
|
|
|
|||||
|
|
|
|
|
|
||||
|
|
|
|
|
|||||
|
Piractwo na WJMOto kopia postu, jaki wysłałem na grupę dyskusyjną pl.rec.zeglarstwo w lipcu 2002 roku. Wnioski proponuję wyciagnąć samemu.Aaaaaaaaaaaa tak sobie stałem na jednej wysepce na Kisajnie (tej pierwszej płynąc od Sztynortu, niby rezerwat, ale pisali w Rejsie, że wolno ;). Łódka El-Bimbo, w środku ja i moja dziewczyna. Niedaleko jeszcze dwie inne łódki, jakieś 50m dalej. Około północy, będąc w stanie półsnu (następnego dnia trzeba było na 10:00 dopłynąć do Giżycka i sklarować jacht do oddania) usłyszałem motorówkę. Taka większa wiosłówka z silnikiem, w środku siedziało czterech spluwających dresików. Coś pogadali niby do nas niby nie do nas, podpłynęli do nas, coś pogmerali. Ze względu na niski stan liczebny załogi siedziałem cicho i czekałem, co z tego wyniknie - nic się właściwie nie działo, może chopaki chcieli popływać sobie po pijaku motorówką (piątek był), a wtedy jeśli wyjdę z siekierą to wskrzeszę niepotrzebną bójkę w której na pewno gorzej wyjdę niż oni. Pogmerali, pogadali i widzę, że odpływają. Fajnie. A tu nagle... SZARP! Okazało się, że podczas gmerania przywiązali cumę i zaczęli nas... holować! Ciągnęli pełną mocą silnika. No to ja w jedną rekę siekierę, w drugą komórę i dzwonię na 112. Pan pogadał, przełączył na Policję. Tam inny pan gada, a mnie tu k*wa holują! Wypytał się i kazał... zadzwonić ponownie, jeśli nic się nie zmieni!!! Bo motorówek nie mają. Para mi uszami wyszła, wykręciłem znowu to 112, znowu pogadałem z dyspozytorem, ten znowu przełączył na Policję no i dobra - teraz to już mają motorówki i wyślą jedną. W międzyczasie na szczęście objawiły się zalety cumowania do drzewa a nie do palika wbitego na 10 cm w ziemię, dzięki czemu buraki nie dając rady zerwać cumy zrezygnowały z holowania, odwiązały cumę i popłynęły do innych łódek. Tam było więcej osób, więc w nich czymś porzucali, dali kilka razy kijem po burcie i zwiali w kierunku Sztynortu. Pewnie na początku podpływając chcieli odciąć naszą cumę, ale chyba było zbyt płytko dla ich motorówki i nie dali rady. Po pół godzinie przypłynął WOPR - fajne, konkretne chłopaki, pokręcili się po jeziorze, ponadawali w różne miejsca komunikaty ukaefką. Na pytanie dlaczego po prostu nie odkręcili silnika odpowiedzieli, że to nie pierwszy raz - był już jeziorze, ponadawali w różne miejsca komunikaty ukaefką. Na pytanie dlaczego po prostu nie odkręcili silnika odpowiedzieli, że to nie pierwszy raz - był już scenariusz taki, że zaholowali łódkę razem z załogą w ustronne miejsce, tam ich sprali, zabrali wszystko co się dało opchnąć, włącznie z żaglami i plecakami załogi. Do nas potem przypłynęła Policja, z czego nic więcej nie wynikło. Doniesienia nie składałem, miałem następnego dnia pociąg i masę spraw czekających w domu. A zatem sprawy nie ma, w statystykach brak tego typu przestępstw na WJM. Da capo al fine. No właśnie. W sumie fajna historia na zakończenie pływania. Zastanawiam się, jakby było, gdyby sprawy się potoczyły inaczej. Wariant pierwszy - na środku jeziora odciąłbym cumę i co? Nie zwiałbym z 2,5hp silniczkiem, byłaby heca jak w westernie, tyle, że zamiast koni były by łódki. Wariant drugi - zamiast zwiać i odpłynąć weszli by na łódkę i bez holowania w inne miejsce wypełnili resztę planu. Nie jestem ułomem, ale Rambo też nie, ani nawet Brucem Lee, więc pewnie niewiele bym zrobił.
Oczywiście nie jestem na tyle nierozsądny, żeby się zrazić po tej historii
do WJM (w
końcu mogą mnie napaść i zabić także we własnym domu), ale... to chyba
przegięło
szalę i dam sobie spokój z tymi jeziorkami na jakiś czas. Pełno komarów,
banda
lamerów na wypasionych łódkach z zaciętą manetką obrotów silnika na pozycji
MAX,
mielizny (ale się ładnie władowałem na Sztynorckie kamienie, chwila
nieuwagi a potem
dłubania tyle, że już po WOPR chciałem dzwonić), łódki których trzeba
pilnować, żeby
się nie przewróciły, tłok, chamstwo, zasrane brzegi, cumowanie w
romantycznym
towarzystwie zatopionej paczki po L&M Lights i zużytej prezerwatywy,
płacenie 10 zł
za dotknięcie stopą lądu w dowolnym miejscu i last but not least... nuda!
Ale to
temat na oddzielną dyskusję.
tel. (0695) 64 75 14 Ostatnia aktualizacja: 24.10.2006, 07:55 |